Chrze[cijaDski krzy|

Anioł pociesza samotną kobietę w trudnej sytuacji życiowej

Historie z aniołami

Anioł pociesza samotną kobietę w trudnej sytuacji życiowej
Od przeszło dziesięciu lat byłam jedyną żywicielką moich dzieci. Czasem niosło to radość, czasem smutki. Niestety, przez życie kroczyłam sama, żyjąc w świecie, w którym ludzie są zbyt zajęci, żeby znaleźć czas nawet na rozmowę.
Utrzymywałam rodzinę z tak niewielkiej sumy, że ledwie wiązałam koniec z końcem, stale szukając wyjścia z tej trudnej sytuacji.
Byłam zmęczona i bez nadziei. Zwątpiłam niemal we wszystko i wszystkich. Nie pomagało, że byłam chrześcijanką i opierałam się na wierze. Nawet Słowo Boże nie podnosiło mnie już na duchu.
Starałam się jakoś przebrnąć przez święta, jak przez wiele poprzednich. Kilku przyjaciół wsparło mnie nieco, toteż poczułam się lepiej. Niestety w czasie świąt jedno z moich dzieci uległo wypadkowi. Musieliśmy pojechać do szpitala. Kiedy wyjeżdżaliśmy stamtąd, była już prawie północ.
Jadąc znaną sobie drogą, usłyszałam cichy głos, mówiący mi, że jest wiele rzeczy, z których powinnam być dumna, bo zrobiłam więcej, niż wiele osób, które mają pomoc współmałżonka.
Spojrzałam na swe dziecko, które odpoczywało obok i wezbrała we mnie miłość i pokój. Poczułam szczęście i pewność, że przyszłość będzie jaśniejsza w porównaniu z beznadzieją, w jakiej byłam pogrążona w ostatnich dniach. Przeżycia następnych paru minut wyjaśniły, skąd pochodziło to uczucie pokoju.
Na zakręcie, kilka kilometrów przed domem, ujrzałam za szybą białe, opierzone skrzydło. Pomyślałam, że to ptak, ale było bardzo ciemno, poza tym w naszej okolicy nie ma ptaków o tak dużych skrzydłach.
Wzruszyłam ramionami i jechałam dalej. Po kilku sekundach tuż przed szybą znów ujrzałam skrzydła i białą, świetlistą postać. Nabrałam przekonania, że to nie ptak, lecz anioł. Podekscytowana i przerażona zarazem kwestionowałam swoje zmysły, tym bardziej, że jak się zdawało, moje dziecko nie widziało tego, co ja.
Zaraz potem, po przejechaniu dalszych dwudziestu paru metrów ponownie zobaczyłam to "coś". Kiedy zwolniłam przed zakrętem, zobaczyłam, że nad samochodem unosi się biała postać otoczona poświatą. Jej skrzydła widoczne były przez boczną szybkę. Nigdy nawet nie potrafiłabym sobie wyobrazić skrzydeł tak doskonałych, białych i ogromnych. Znikły, a ja przejechałam dalszych kilkanaście metrów. Nie powiedziałam o niczym mojemu synkowi, który siedział obok spokojnie.
Nagle mój syn powiedział: "Mamo, jakiś wielki ptak lata nad naszym samochodem. To musi być olbrzymi orzeł, albo coś w tym rodzaju." Niesamowicie ucieszyły mnie te słowa, bo przekonałam się, że nie było to urojenie.
Zapytałam syna, co zobaczył. Nie widział ptaka, ale wielkie białe, jakby świecące skrzydła unoszące się nad naszym samochodem. Nie potrafił wyobrazić sobie, co może mieć tak ogromne skrzydła, dlatego myślał, że to gigantyczny orzeł.
Przed tym wydarzeniem czułam się, jakbym tonęła, zanurzona po szyję. Po nim czuję się tak, jakby ktoś wciągnął mnie do łodzi i podał mi wiosła. Myślałam zawsze, że jestem osamotniona, tymczasem otrzymałam dowód, że w swoich zmaganiach nie byłam sama. Wiem, że mam anioła, który idzie ze mną przez życie oraz Boga, który naprawdę troszczy się o mnie.   

Roberta Z. z Newfield w stanie Maine
961