Chrze[cijaDski krzy|

Anioł na posadzie lekarza w szpitalu

Historie z aniołami

Anioł na posadzie lekarza w szpitalu
Przeszły mnie zimne dreszcze, gdy weszłam do szpitala. Przypominał mi miejsce, gdzie spędziłam wiele godzin, czekając na transfuzję krwi, którą miał przejść mój mąż. Było to dwa lata temu w wydaje mi się, jakby minęły wieki. Odtąd musiałam zmagać się ze wszystkim sama. Nie miałam nikogo, z kim mogłabym porozmawiać, kogo się poradzić. Nie miałam z kim dzielić odpowiedzialności za wychowanie dzieci. Na domiar złego jeszcze ten problem. Czy lekarz stwierdzi u mnie raka, tak jak u męża? Czy naszych czworo małych dzieci ma być sierotami?
Z ciężkim sercem stanęłam przed gabinetem lekarza, z którym byłam umówiona. Z naprzeciwka szedł korytarzem lekarz, który przyglądał mi się bacznie. Byłam tym trochę zaskoczona. Kogoś mi przypominał!. On też wyglądał na zaskoczonego.
- Dzień dobry - powiedział. - Jak się czujesz?
Miałam ogromną chęć powiedzieć, jak naprawdę się czułam, ale odpowiedziałam:
- Dzień dobry. W miarę dobrze.
Weszłam do środka, gdzie pielęgniarka przywitała się ze mną, wyciągnęła historię choroby i wskazała gabinet lekarski.
- Dr Everhart powinien być za parę minut - powiedziała.
Położyłam się na kozetce i spoglądając na sterylnie czysty sufit, myślałam, czy to był dr Everhart.
"Ciekawe, co by powiedział, gdybym wylała przed nim swoje troski?". W tej chwili otworzyły się drzwi i wszedł do środka właśnie ten lekarz. Stanął obok, a jego ciepła, silna dłoń spoczęła na mojej ręce.
- Kiedy ujrzałem cię na korytarzu, wiedziałem, że masz duże zmartwienie - powiedział.
- Powiedz, co ci leży na sercu?
Nigdy przedtem nie słyszałam tak miłego głosu. Opowiedziałam mu o wszystkich frustracjach i obawach, z którymi zmagałam się od śmierci męża. Kiedy zrobiłam przerwę, żeby nabrać powietrza, powiedział:
- Wiesz, że nie jestem tu, aby cię zbadać, ale aby cię zapewnić, że czuwam nad tobą.
Kiedy skończyłam opowiadać o swoich troskach, udzielił mi takiej rady:
- Nie martw się o swe życie. Wszystko będzie w porządku. Masz przed sobą jeszcze mnóstwo słonecznych dni, ale nie wolno ci się zamartwiać. Musisz coś z tym problemem zrobić. Pamiętaj, że tylko niewiele rzeczy o które ludzie się martwią staje się rzeczywistością.
Na koniec, z błyskiem w oczach, jakby zdradzał mi jakiś wielki sekret, powiedział:
- Jeszcze się kiedyś zobaczymy.
Zaraz potem wyszedł, zamykając drzwi. Kiedy wszedł dr Everhart i zaczął zadawać mi pytania odnośnie stanu zdrowia, zrozumiałam, że niepotrzebnie się martwiłam. Powiedział:
- Mam dla pani pomyślne wieści! Nie dolega pani nic, z czym medycyna by sobie nie mogła poradzić.
Czułam, że wszystkie meandry mojego życia zaczynają się prostować. W drodze powrotnej niemal frunęłam do domu, nie tyle z powodu tego, co powiedział dr Everhart, ale dlatego, że ktoś mnie wysłuchał i zatroszczył się o mnie.
Wjeżdżając na podwórze, zauważyłam sąsiadkę Marvis, pracującą w ogródku. Zostawiłam samochód i szybko do niej pobiegłam. To ona umówiła mnie z dr Everhartem, ponieważ jako pielęgniarka znała wszystkich dobrych lekarzy w mieście.
- Marvis, właśnie wróciłam od lekarza. Dziękuję ci, że mnie z nim skontaktowałaś. On rzeczywiście wie, co robi. Powiedział mi, że wszystko jest w porządku!.
- Tak się cieszę! - uśmiechnęła się moja przyjaciółka.
- Jest coś, o co chciałabym cię zapytać. Przez całą drogę powrotną myślałam o lekarzu, z którym rozmawiałam w gabinecie, zanim wszedł dr Everhart. To ktoś szczególny. Nigdy nie spotkałam kogoś tak miłego, a nie zapytałam go nawet, jak się nazywa. Ale, jak ci go opiszę, na pewno będziesz wiedziała o kogo chodzi.
Marvis spojrzała na mnie zdziwiona.
- Obawiam się, że nie mogę ci pomóc. W tej przychodni nie ma innego lekarza, oprócz dr Everharta, a on na pewno nie ma asystenta - powiedziała stanowczo.
Nie wiedziałam co o tym myśleć. W kilka dni później spotkałam przyjaciółkę, Lilian Bransby, która fascynowała mnie zawsze swoją inteligencją i wiedzą o życiu. Kiedy opowiedziałam jej, co mi się przydarzyło u lekarza, stwierdziła bez wahania:
- Moja kochana, miałaś spotkanie z aniołem. Biblia często mówi o aniołach posyłanych, aby pocieszyć ludzi w tarapatach.
- Ale dlaczego Bóg, jeśli w ogóle istnieje, posłał anioła do mnie? - zapytałam w zakłopotaniu.
Byłam zaskoczona tym, co powiedziałam, bo aż dotąd nie uświadamiałam sobie tego, że przez całe życie uciekałam od Boga. Wyraz twarzy Lillian nie zmienił się. Nie wyglądała na zdziwioną czy zaszokowaną. Spokojnie wyjaśniła:
- Biblia mówi, że aniołowie są posyłani po to, aby służyć ludziom, którzy mają być zbawieni.
- Zbawieni? Zbawieni od czego? Nie rozumiem - pytałam zakłopotana.
Wyrosłam w chrześcijańskim domu, ale nigdy nie mówiło się tam o takich sprawach jak zbawienie. Czyżby życie kryło coś więcej, niż to, co znałam? Czy w tym, o czym mówiła Lillian, kryła się odpowiedź na pustkę, jaką często odczuwałam?
Przez całe lata zastanawiałam się nad celem życia i nad tym, jak zapełnić tę wewnętrzną pustkę.
- Lillian, słyszałam, że prowadzisz studium biblijne. Czy mogłabym skorzystać? Czy to mogłoby mi pomóc?
- Tak. Będziemy czekać na ciebie w następny wtorek o godzinie dziesiątej.
- Będę na pewno - obiecałam.
Pożegnałyśmy się i pojechałam do domu. Był to początek największej zmiany w moim życiu. Przez dwa lata chodziłam na każde spotkanie biblijne prowadzone przez Lillian. Z tygodnia na tydzień byłam nimi coraz bardziej podekscytowana. Dowiedziałam się kim jest Bóg, kim ja jestem i co Jezus uczynił dla mnie. Zrozumiałam znaczenie słowa "zbawienie". W Biblii znalazłam też wyjaśnienie, dlaczego na świecie jest tyle problemów.
W moim życiu coraz wyraźniej dostrzec można, że "stare rzeczy przeminęły, a wszystko stało się nowe" dzięki Jezusowi Chrystusowi (2 list do Koryntian 5:17). Często z wielką radością przypominam sobie owo przeżycie w gabinecie lekarskim: strumień miłości i troski, jaki odczułam od anioła, którego Bóg posłał wtedy do mnie.
Dziękuję Bogu często, że zatroszczył się o mnie, gdy nie miałam o Nim jeszcze pojęcia, za wsparcie, gdy potrzebowałam pomocy. Dziękuję Mu za to, że wprowadził mnie na drogę, która nadała sens mojemu życiu!.

Martha G. z East Wenatchee, stan Waszyngton (USA)
1549